o mnie

Urodziłem się i mieszkam w Radomiu. 
Z wykształcenia jestem prawnikiem i ekonomistą.
Po ukończeniu studiów pracowałem w Urzędzie Skarbowym, następnie w Powiatowym Urzędzie Pracy w Radomiu, gdzie zajmowałem się sprawami prawnymi i zamówieniami publicznymi.

Kosztowniak AndrzejNa radomskich wyższych uczelniach prowadziłem zajęcia między innymi z finansów samorządowych, ekonomii i zarządzania. W latach 2006 - 2014 pełniłem funkcje prezydenta miasta Radomia.
Obecnie jestem radnym radomskiej Rady Miejskiej i doradcą marszałka Senatu RP ds. samorządu lokalnego.
Moja żona, Małgorzata, jest lekarzem. Mamy dwoje dzieci – Olę i Piotra.

Jestem szczęściarzem. Miałem bezpieczny dom rodzinny - Mama uchyliłaby mi nieba, a Ojciec, choć surowy i wymagający, pomimo konfliktu pokoleń był dla mnie opoką i najmądrzejszym doradcą. Siostra, starsza ode mnie o dwa lata, zawsze gotowa pomóc. Łączy nas wielka przyjaźń, więcej – miłość.
Podstawówka to bardzo ważny okres w moim życiu i mam z tego czasu mnóstwo przyjaciół. To właśnie w podstawówce - w 34. poznałem Małgosię i już wtedy postanowiłem, że się z nią ożenię. Była wzorową uczennicą - świadectwo zawsze z czerwonym paskiem i trudno było Jej dorównać. Mnie udało się zdobyć czerwony pasek w piątej czy szóstej klasie, dla Niej i dzięki Niej. Chociaż… z wuefu ja byłem lepszy.


Mamy dwójkę cudownych dzieciaków. Piotrek ma trzynaście lat,  a Ola dziesięć. Rosną tak szybko, a ja mam dla nich mniej czasu, niż bym chciał, ale tak jak kiedyś w moim dziecięcym życiu obecni byli dziadkowie, tak i moje dzieci na co dzień są pod babcinymi skrzydłami.
Do dziś wspominam pana Jerzego Adamowicza. Był nauczycielem wuefu i nauczył mnie też tego, co nie jest ujęte w programie żadnego przedmiotu: pracy, wytrwałości, systematyczności i umiejętności działania w zespole.  To dzięki niemu pokochałem siatkówkę, to On wprowadził mnie do klubu „Czarni Radom” i otworzył kapitalny rozdział w moim życiu.


Grałem do upadłego aż do trzeciej klasy technikum, gdy uczyłem się już w samochodówce. Zrezygnowałem ze sportu, gdy zrozumiałem, że zawodowcem nie zostanę, a matura jest tuż-tuż. Trzeba było ostro wziąć się do nauki.
Ze szkolnymi kolegami prowadziliśmy zażarte dyskusje na różne tematy, również polityczne. To była szkoła szacunku dla odmiennych zapatrywań, dzięki czemu dziś mam wielu przyjaciół i znajomych o różnych poglądach. Bardzo cenię sobie spotkania ze starymi przyjaciółmi, chociaż wciąż brakuje mi na to czasu.
W czasie studiów, które zgodnie z tym, co wpoili mi Rodzice – uważam za końcowy etap edukacji podstawowej, myślałem o pracy związanej z prawem i doradztwem podatkowym. Jednocześnie coraz bardziej pochłaniała mnie polityka. Chciałem poprawić jej jakość – język, sposób dyskusji. Był to też trudny okres ze względu na postępującą chorobę Taty i rozłąkę z Małgosią, która studiowała w Warszawie medycynę. Już w podstawówce zdecydowała, że zostanie lekarzem.
Przez jakiś czas prowadziłem wykłady na uczelni, co sprawiało mi dużą satysfakcję i dawało zastrzyk pozytywnej energii, ale i tak moim największym powołaniem okazała się działalność publiczna.


Dlaczego? Bo właśnie działalność publiczna umożliwia wprowadzanie zmian na lepsze, realizowanie dobrych pomysłów, wpływanie na to co kształtuje naszą rzeczywistość. To jak być architektem swojego świata. Kiedy coś mi się nie podoba, nie mam pretensji, że jest tak a nie inaczej. Nie oczekuję, że świat dopasuje się do mnie. Nie czekam, aż ktoś zrobi coś za mnie i dla mnie.  Po prostu myślę co mogę zrobić, żeby zmienić rzeczywistość, dać coś od siebie.
Bo któż, jak nie my, kiedy, jak nie teraz…
Największy sukces osobisty: rodzina.
Największy sukces zawodowy: zmiana w nastawieniu Radomian, mniejszy sceptycyzm, większa wola wspólnego działania. Nie twierdzę, że jest idealnie, ale widać dobrą tendencję i to cieszy.
Hobby: Działalność w sferze publicznej, praca. To wspaniałe uczucie móc pozytywnie kształtować rzeczywistości i realizować dobre pomysły.
Czas wolny? Nie mam. To cena za pracę, która daje mi ogromną satysfakcję.